Seria: D.Gray-Man
Pairing: Yullen (KandaxAllen)
Piosenka: DeSu - Kto wie czy za rogiem
***
Późny świąteczny wieczór. W całej kwaterze unosiła się atmosfera rodzinnej bliskości, koleżeńskości, a także radości z wspólnie spędzonego czasu. Lavi bardziej niż zazwyczaj żartował z innych, Lenalee ubrana w strój mikołajowej chodziła z prezentami, a jej brat z nadzwyczaj dużym zapałem znęcał się nad biednymi adoratorami młodej Lee. Nastrój szczęśliwości docierał wszędzie, z wyjątkiem jednego korytarza. Opuszczony, nie przystrojony żadnymi dekoracjami, a wewnątrz niego znajdował się pokój będący równie ponury jak zazwyczaj, o ile nie bardziej.
Allen, nawet teraz, stojąc samotnie na środku najmroczniejszego zakątku kwatery głównej, nie był pewien czy pomysł odwiedzenia Yuu Kandy był aby na pewno bezpieczny i wystarczająco przemyślany. Oczywiście sumienie nie dałoby mu żyć przez cały następny rok, gdyby tego nie zrobił. Jednakowoż mając w głowie wizję wściekłego samuraja biegającego za Walkerem z ostrym mugenem, nawet sumienie wydawało się miłe i potulne.
- Nie przesadzaj, dajesz sobie radę z akumami, czemu miałbyś się bać wiecznie niezadowolonego mężczyzny z zadatkami na transwestytę?
Nie do końca pocieszony tą myślą, zapukał szybko do drzwi i mając nadzieje, iż nikogo po drugiej stronie nie ma, odsunął się kilka kroków do tyłu.
Odpowiedziała mu jedynie cisza.
- Niemożliwe jest żeby Kanda był gdzie indziej. Przecież Lenalee już od paru godzin roznosiła prezenty i to do każdego zakątka. Skoro tak, to z pewnością spotkałaby Kandę. A przecież to ona sama skarżyła mi się, że go nie widziała.
Zapukał jeszcze raz.
- Kanda, otwórz! Przestań się ukrywać przed wszystkimi i wyjdź chociaż na chwilę!
Zirytowany pociągnął za klamkę. Ku jemu zdziwieniu drzwi były otwarte. Poczekał chwilę, a kiedy nie usłyszał żadnego sprzeciwu, wszedł do środka.
Zamrugał parę razy, próbując zobaczyć coś w panującej tam ciemności. Wyciągnął rękę i próbował wyczuć pod palcami włącznik światła*, lecz niczego takiego nie znalazł.
- Ciekawy jestem czy ten aspołeczny drań zawsze tak po ciemku siedzi
Minęło parę chwil zanim jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Stwierdziwszy, iż Yuu musiało tam nie być, skierował się w stronę wyjścia, kiedy nagle ktoś zapalił światło. Automatycznie odwrócił się i aż podskoczył nerwowo widząc jak stojąca niedaleko okna postać wlepia w niego swoje ciemne oczy.
- Ach, cześć Kanda rzucił szybko. To ja lepiej już pójdę i nie będę ci przeszkadzać. Wesołych świąt!
Japończyk odprowadzał Allena spojrzeniem, dopóki ten nie zatrzymał się w progu i nie odwrócił w jego stronę.
- Wszystko w porządku?
Poczekał trochę na reakcję bruneta, a nie doczekując się jej, zrobił parę kroków do przodu i pomachał Kandzie przed oczami.
- Ziemia do Kandy, coś się stało?
- Moyashi
?
Lekko przerażony obserwował jak samuraj podchodzi chwiejnym krokiem do łóżka i siada na nim, trzęsąc się lekko.
- Wyjdź.
- Eee
? Chyba żartujesz, wyglądasz jakbyś spędził kilka dni na Antarktydzie! Nie zostawię cię tak! Głupi Bakanda!
- Che.
Białowłosy szybko przyłożył rękę do czoła Kandy.
- Masz straszną gorączkę stwierdził zmartwionym głosem. I strasznie zmarznięte dłonie. Chyba nie wychodziłeś na dwór w taką pogodę?
Milczenie ze strony Yuu potwierdziło jego obawy.
- To naprawdę głupie, żeby robić coś takiego w Boże Narodzenie! Ominie cię cała zabawa! Miranda cały tydzień męczyła się ze swoimi ciastami, tak bardzo chciałem ich spróbować!
- Jak tak bardzo kochasz te święta, to możesz wyjść i zostawić mnie w spokoju, baka moyashi.
Bo kiedy miasto na święta się stroi
Nie jeden z nas o przyszłość się boi
Nie jeden z nas w marzenia ucieka
wierząc, że spełnienie gdzieś czeka
- Nie wiedziałem, że muzyka nawet tutaj dociera.
Allen uśmiechnął się lekko, lecz spoważniał widząc w jakim stanie był czarnowłosy.
- Kanda?
O ile przedtem Yuu wyglądał kiepsko, teraz jego skóra wyraźnie zbladła, a usta zsiniały.
- Kanda? Kanda?!
Młody egzorcysta rozejrzał się nerwowo po pokoju. Kanda zdawał się posiadać jedynie cienką kołdrę, która nie wystarczała, żeby ogrzać ciało bruneta. Mimo to Allen wziął ją i szybko otulił Yuu, mając nadzieje, iż ten nie zrzuci jej, ani nie skomentuje tego na żaden sposób.
Widząc, że to nie wiele pomaga, Walker zaniepokoił się jeszcze bardziej. Nie widząc lepszego wyjścia, zrobił pierwszą rzecz jaka przyszła mu do głowy.
A kto wie, czy za rogiem nie stoją anioł z Bogiem,
i warto mieć marzenia, doczekać ich spełnienia.
A kto wie, czy za rogiem nie stoją anioł z Bogiem,
nie obserwują zdarzeń,
i nie spełniają marzeń
Trwali przez dłuższy czas bez ruchu. Kanda patrzył nieprzytomny spojrzeniem na ścianę, nie zdając sobie do końca sprawy, że przed kilkoma minutami silne ramiona Allena przyciągnęły go do siebie. Uścisk błękitnookiego był mocno i ciepły, wystarczająco żeby ocieplić zmarzniętego japończyka.
Niejeden z nas popełnia czasem błąd
czasem nawet dwa razy pod rząd
ufa tym, co nie warci ufania
kocha tych, co nie warci kochania
- Allen?
Walker puścił szybko Kandę słysząc jego zachrypnięty głos.
- Przepraszam, nie powinienem byłem, he, he
- Dzięki.
Uśmiech zagościł na twarzy Allena.
- Nie ma za co, wesołych świąt Kanda zdążył powiedzieć, zanim nadal zimne usta Kandy spotkały jego.
Jeśli zrobimy ten właściwy krok,
zanim znowu upłynie życia rok,
to wszystko potoczy się jak trzeba,
z udziałem lub bez udziału nieba
***
*Nie mam zielonego pojęcia jak to się nazywało _-_''















Comments
Kawaiine ^__^ Kandorowego Nowe Roku, a dzisiejszej Wigilii w duchu iście moyashowym
--
*Moyashi for meh BaKanda
*Allen for meh Link
Meri Kurisumasu~!
--
'Kłamał i śmiał się w tym samym czasie. - Ale tak naprawdę próbował ze wszystkich sił trzymać się życia.'
[link] kliknij -> dokarm. <3
Previous PageNext Page